Tradycyjnie podsumowujemy najważniejszą sesję w roku dla Pana Wójta Marcina Krajewskiego. Jak sam był pan Wójt odnotował, w jednym z wpisów facebookowych, kwiatów jest coraz więcej. Można by pokusić się o stwierdzenie, że im bardziej jest krytykowany, tym bardziej jest hołubiony przez przychylne środowiska i popierających go radnych, czego widocznym przejawem jest coraz większe naręcze kwiatów na obowiązkowej posesyjnej fotografii.

 

W sumie to by było na tyle jeżeli chodzi o podsumowanie samej sesji. Można by jej nadać tytuł znany w polskiej historii -„Nihil nowi”- czyli nic nowego. Dlaczego? Ktoś spyta. Otóż wszystko potoczyło się zgodnie ze starym obyczajem. Najpierw radni zebrali się na wspólnym posiedzeniu komisji gdzie odbyły się wszelkie uzgodnienia dotyczące sesji, a tydzień później wszystko poszło gładko, miło i przyjemnie. Nikt nie zadawał trudnych pytań. Nikt nie żądał wyjaśnień. W końcu jak się przez cały rok było „za”, to głupio na koniec być przeciw. Czyli… ? Nic nowego. No może jeden głos przeciw wotum zaufania i absolutorium wart jest odnotowania. Skądinąd wiadomo, że pan Wójt szczycił się przez poprzednie dwie kadencje jednogłośnością udzielanego zaufania.

Także, można powiedzieć: „Sesja, sesja i po sesji”. Wotum zaufania otrzymane. Absolutorium udzielone. Podwyżka sześć miesięcy wstecz dla pana Wójta przyznana i tak dalej. W sumie co się dziwić, w jedności siła, ale to już cytat z innej epoki. Nikt nie pyta, wszyscy klaszczą zadowoleni. To znowu jakby widmo rzeczywistości sprzed lat dobrze, że minionych. No może jedna różnica bo petycja nie w całości uznana za bezzasadną. To już jest jakiś drobny postęp. Tylko czy aby na pewno?

Wszystko byłoby w sumie w normie i mieściło się w tradycyjnym rytuale sesyjnym gdyby nie dwa wątki, które pojawiły się w wypowiedzi pana Wójta. Jeden przed udzieleniem absolutorium, drugi już   po.

Pierwszy wątek to sprawa przetargu na budowę hali nazywanej w skrócie „OLiOC”. Chodzi o miejsce składowania sprzętu i środków do likwidacji i przeciwdziałania skutkom klęsk żywiołowych.  Pan Wójt poinformował obecnych na sesji, że oferty w przetargu na budowę magazynu OL i OC są jeszcze analizowane. Problem w tym, że… według dokumentów zamieszczonych w serwisie e-Zamówienia analiza zdążyła się już zakończyć cztery dni przed sesją. Postępowanie zostało unieważnione, ponieważ wszystkie oferty znacząco przekraczały kwotę, jaką gmina zamierzała przeznaczyć na realizację zadania. Tego samego dnia ogłoszono już drugi przetarg, a termin zakończenia składania ofert wyznaczono  na 1 lipca 2026 r.

Stenogram fragmentu wypowiedzi pana Wójta:

„(…) i tego samego dnia [28.05.2026 przyp. redakcyjny.] ogłoszono zamówienie publiczne na budowę magazynu OL i OC, etap pierwszy, z programu ochrony ludności i obrony cywilnej. Otwarcie nastąpiło dwunastego czerwca. Trwa obecnie… yyy… mmm… złożone… yyy… oferty są analizowane…”

 

W tym miejscu każdy  uważny czytelnik zapewne zada pytanie: o jakiej analizie ofert była mowa podczas sesji? Czy chodziło o pierwsze postępowanie, które w chwili wypowiedzi było już formalnie zakończone i unieważnione? Czy może o dokumenty składane w nowo ogłoszonym postępowaniu, którego termin składania ofert jeszcze nie upłynął? Zapewne nigdy się nie dowiemy o czym myślał autor tej wypowiedzi.

Jeżeli chcieli byśmy przez chwilę potraktować sprawę poważnie, a nie przymrużać oka nad bajaniami na sesji, to jeżeli  chodziło o pierwsze postępowanie, to trudno zrozumieć, na czym miałaby polegać dalsza analiza po formalnym zakończeniu procedury. Jeżeli natomiast chodziło o drugie postępowanie, pojawia się pytanie, w jaki sposób można analizować oferty w przetargu, w którym nabór ofert jeszcze trwa i koperty są jeszcze zaklejone. Zgodnie z zasadami wynikającymi z prawa zamówień publicznych ocena ofert następuje dopiero po upływie terminu ich składania.

Kolejny raz można odnieść wrażenie, że jesteśmy wyjątkowym miejscem i że w naszej Gminie Małdyty opracowano autorską interpretację prawa zamówień publicznych, pozwalającą analizować oferty po zakończeniu postępowania oraz w trakcie trwania kolejnego postępowania. Jeżeli tak to jako szczególarze uprzejmie prosimy o wskazanie podstawy prawnej, ponieważ rozwiązanie to wydaje się na tyle nowatorskie, że mogłoby zainteresować nie tylko praktyków zamówień publicznych, ale również środowisko prawnicze.

Z drugiej strony to było by mile widziane żeby nasi radni wiedzieli, czy rozmawiają o postępowaniu już unieważnionym, czy o takim, które dopiero trwa, bo może wówczas potrafili by zauważyć kiedy jest mowa o faktach, a kiedy wszyscy słuchamy jakiegoś bajania w temacie.

A tak już całkiem poważnie – mieszkańcy mają prawo oczekiwać, że informacje przekazywane podczas sesji będą zgodne ze stanem faktycznym. Zwłaszcza wtedy, gdy kilka kliknięć w serwisie e-Zamówienia pozwala zweryfikować przebieg całego postępowania.

Drugi wątek to wypowiedź Pana Wójta zaraz po przegłosowaniu absolutorium. Odebraliśmy go jako wypowiedź skierowaną do nas. Jako, że pan Wójt poruszał kwestię dla nas bardzo ważną dotyczącą funkcjonowania gminy bez konieczności korzystania z kredytu.Wiemy, że „Zero długu – 100% skuteczności” i „Wasz” to dwa hasła z kampanii samorządowej pana Wójta, więc sprowokowało to nas do uważnego słuchania ciągu dalszego tego wystąpienia. W drugiej części pan Wójt stwierdził był, że są tacy, którzy chcieliby żeby gmina miała kredyt. Tutaj odnotowujemy zmianę narracji w opisie gminnego budżetu. Dotychczas nie było mowy o zadłużeniu które trzeba by spłacać kredytem. Nie wiemy czy to lapsus związany z wypowiedzią spontaniczną czy też jak to się często określa froudowska pomyłka wynikająca z różnicy między tym ile się chce powiedzieć, a co się ma na myśli. Ta część sprowokowała nas do podjęcia rękawicy i kolejnego rozprawienia się z tematem czy zadłużenie gminy to dobra rzecz, czy  rzecz zła?

Stenogram fragmentu wypowiedzi pana Wójta:

„Jestem bardzo zadowolony z tego, że… że nadal możemy realizować zadania na rzecz mieszkańców, na rzecz gminy Małdyty, a co najważniejsze dalej nie biorąc kredytu, mimo, że no muszę państwu powiedzieć, że są tacy, którzy gdzieś go cały czas szukają i twierdzą, że w końcu go pokażą. Ja na to czekam. Myślę, że to będzie tak jak z tymi pociągami pośpiesznymi, które miały zacząć zatrzymywać się w Małdytach, ale się nie zatrzymują o ile dobrze wiem.”

Możemy się tylko domyślać, że podmiotem domyślnym tej wypowiedzi jest dług bo kredytu nie ma więc nie ma czego szukać.

Zanim przejdziemy do sprawy kredytu czy może zadłużenia, bo ta sprawa nagle okazała się niejednoznaczna, dokończymy jeszcze sprawę wypowiedzi pana Wójta, bo nie zakończyła się tylko tą drobną złośliwością.

Otóż Pan Wójt dokonał dosyć karkołomnego i, naszym zdaniem, wątpliwego etycznie porównania, sugerując, że nasze rzekome poszukiwanie kredytu zakończy się tak samo jak starania o przywrócenie zatrzymywania się pociągów dalekobieżnych w Małdytach. Naszym zdaniem ta z trudem ukrywana satysfakcja w wypowiedzi Pana Wójta nie przystoi osobie pełniącej funkcję organu, którego zadaniem jest m.in. podejmowanie działań na rzecz rozwiązywania problemów komunikacyjnych mieszkańców gminy. Warto przypomnieć, że to stowarzyszenie, działając w imieniu i w interesie mieszkańców, podjęło konkretne starania na rzecz przywrócenia połączeń dalekobieżnych. W takiej sytuacji satysfakcję z braku powodzenia tych działań należałoby raczej zastąpić wsparciem dla inicjatyw mieszkańców i organizacji społecznych. Niestety wygląda  jednak na to,że oczekujemy zbyt wiele, pokładając nadzieję, że osoby sprawujące władzę samorządową potrafią wznieść się ponad drobne radości osobiste i kierować się choćby odrobiną altruizmu oraz troski o dobro wspólne.

 

 Co do faktów, to rzeczywiście mieliśmy obietnice, że przy układaniu nowego rozkładu jazdy nasza prośba zostanie wzięta pod uwagę. Niestety nie została. Pan Wójt wie, że można  czegoś nie „załatwić” mimo złożonej obietnicy. „Live is brutal.” – jak śpiewało Lady Pank. Wiadomość jest jednak taka, że nie odpuściliśmy jeszcze tematu i próbujemy w inny sposób doprowadzić sprawę do końca.To ważne dla dwóch, a może nawet i dla trzech gmin: Małdyty, Zalewo, a ze względu na inne połączenia funkcjonujące w Ostródzie to i dla mieszkańców Miłomłyna byłaby to komunikacyjna alternatywa.

 

Jeżeli we wstępie pozwoliliśmy sobie na odrobinę frywolności językowej, bo trudno przejść obojętnie obok niektórych politycznych rytuałów i towarzyszącej im oprawy, coraz okazalszych bukietów, obowiązkowych fotografii i wzajemnych wyrazów uznania,o tyle poniżej, temat budżetu i zadłużenia gminy, traktujemy śmiertelnie poważnie, wychodząc z założenia, że finanse publiczne zasługują na więcej staranności językowej, niż opis ilości kwiatów wręczonych po głosowaniu.

 

 

Gmina ma zero kredytu, czytaj długu. Czy to naprawdę wystarczy, aby mówić o sukcesie?

Tak ograniczony  przekaz  trafiający do mieszkańców zaburza ocenę, bo nie oddaje pełnego obrazu sytuacji finansowej gminy. Korzysta z automatycznego odwołania do doświadczeń związanych z prowadzeniem budżetu domowego. W efekcie mieszkańcy gminy intuicyjnie mogą ocenić finanse samorządu przez pryzmat finansów domowych. Jest to jednak błędne spojrzenie na problem. Budżet domowy i finanse jednostki samorządu terytorialnego są dwoma całkowicie innymi systemami ekonomicznymi i służą realizacji całkowicie odmiennych celów. Dlatego przenoszenie doświadczeń z domowej ekonomii na finanse samorządowe może prowadzić do błędnych wniosków.

W wypowiedź swej pana Wójt próbuje sprowadzić dyskusję do problemu, czy gmina powinna wziąć kredyt czy nie. Jest to z gruntu błędne założenie do rozważenia problemu.

Prawdziwa dyskusja powinna dotyczyć rozwiązania  problemu wieloletniego istnienia deficytu bieżącego.

W ekonomii samorządowej pytanie nie brzmi więc: „Czy gmina ma zero długu lub nie ma kredytu?”, lecz: „Czy poziom zadłużenia jest bezpieczny i czy służy rozwojowi?” Większość samorządów korzysta z kredytów lub emisji obligacji w rozsądnych granicach. Nie dlatego, że źle zarządza finansami, lecz dlatego, że wykorzystuje ten instrument do finansowania inwestycji czyli rozwoju gminy.

Samo hasło „gmina ma zero długu” nie jest więc dowodem dobrej kondycji finansowej. Jest to jedynie stwierdzenie jednego faktu, który nie przeważa ani na korzyść ani niekorzyść pana Wójta oraz jego polityki budżetowej. Trudno znaleźć opracowania naukowe dotyczące finansów JST, które wskazywałyby zerowe zadłużenie, czyli brak kredytu, jako cel nadrzędny.

 

Tu jeszcze jeden argument wnoszący dodatkową informację do dyskusji. Zmiany ustawy o finansach publicznych z lat 2019-20, umożliwiająca finansowanie deficytu nadwyżkami z lat ubiegłych, miały zwiększyć elastyczność finansową samorządów. W praktyce stworzyły  jednak możliwość utrzymywania wysokich nadwyżek poprzez odkładanie wydatków i przenoszenie części rozliczeń pomiędzy kolejnymi latami budżetowymi. Czyli nie zawsze samorządy miały możliwości pokrywania deficytu nadwyżkami.

W tym miejscu warto wyraźnie rozróżnić dwa rodzaje zadłużenia. Czym innym jest kredyt zaciągnięty na budowę dróg, kanalizacji, szkół czy innej infrastruktury, która przez wiele lat służy mieszkańcom, zwiększa majątek gminy, ogranicza koszty eksploatacji i stwarza warunki do dalszego rozwoju. Taki dług może w przyszłości częściowo spłacać się dzięki uzyskanym oszczędnościom na przykład na remontach oraz wzrostowi dochodów gminy, a dodatkowo pozwala rozłożyć koszt inwestycji na kilka lat budżetowych.

Czym innym jest natomiast finansowanie kredytem bieżącego funkcjonowania samorządu. Jeżeli bieżące dochody nie wystarczają na pokrycie bieżących wydatków, problemem nie jest brak kredytu, lecz sam deficyt operacyjny. Taki deficyt powinien być ograniczany poprzez racjonalizację kosztów funkcjonowania gminy, poprawę efektywności zarządzania oraz zwiększanie dochodów własnych, między innymi z podatków i udziałów w PIT oraz CIT. Kredyt na pokrycie deficytu w wydatkach bieżących nie rozwiązałby takiego problemu, byłby jedynie przesunięciem problemu w czasie.

Różnica między budżetem domowym a samorządowym polega na tym, że samorząd może łagodzić skutki takiej sytuacji dzięki nadwyżkom z lat ubiegłych. Dowodem na istnienie takiego mechanizmu może być realizacja wydatków oświatowych na poziomie około 62% planu. Budżet od ponad jedenastu lat przygotowuje ten sam wójt wraz z podległymi mu służbami finansowymi, w ostatnim czasie nie doszło do istotnych zmian organizacyjnych, trudno zatem przyjąć, aby niemal 40% rozbieżności pomiędzy planem a wykonaniem wydatków było wyłącznie efektem przypadku. W związku z tym można postawić pytanie, czy plan wydatków rzeczywiście odzwierciedlał potrzeby oświaty, czy od początku zakładano, że znaczna część środków pozostanie niewydana i zasili nadwyżkę z lat ubiegłych.

Jeszcze raz powtórzymy fragment wypowiedzi pana Wójta:   

„..no muszę państwu powiedzieć, że są tacy, którzy gdzieś go cały czas szukają i twierdzą, że w końcu go pokażą.…”

Odpowiadając Panu Wójtowi.

Ci „tacy”, których wskazywał w swojej wypowiedzi – nie  poszukują „długu”, bo deficyt czyli brak pieniędzy na bieżące wydatki pan Wójt sam wskazał w raporcie o stanie gminy. Co prawda pan Wójt w zawiłości swojej wypowiedzi nie używa  słowa dług, można tylko zakładać że jest ono podmiotem domyślnym. Rodzi się jednak pytanie dlaczego pan Wójt tak bardzo stara się uniknąć użycia słów dług i kredyt w jednym zdaniu, że w końcu nie określa wcale o czym mówi. Oczywiście możemy się tego jedynie domyślać bo nie jesteśmy w stanie, jak to kiedyś gdzieś padło, wejść w jego osobę. Problem polega na tym, że budżet domowy i budżet jednostki samorządu terytorialnego opisują tę samą dziurę budżetową innymi słowami.

Jeżeli w gospodarstwie domowym zabraknie pieniędzy na opłacenie bieżących rachunków, mówimy po prostu, że powstał dług. W finansach samorządowych ta sama sytuacja ekonomiczna jest najpierw określana jako deficyt bieżący. Dopiero sposób pokrycia tego deficytu decyduje o tym, czy w rozumieniu ustawy o finansach publicznych jest to dług.

Jeżeli 5 mln dziurę w budżecie zasypiemy pożyczonymi pieniędzmi, stanie się ona natychmiast długiem. Jeżeli natomiast zasypiemy ją pożyczonymi pieniędzmi z zaplanowanych, ale niezrealizowanych inwestycji, formalnie dług nie powstanie. Pieniądze te będą jednak musiały kiedyś wrócić tam skąd je pożyczono, bo w przeciwnym razie zabraknie na inwestycje . Cokolwiek byśmy zrobili, przyczyna problemu pozostaje taka sama, bieżących dochodów zabrakło na pokrycie bieżących wydatków. Przypomina to trochę problem za krótkiej kołdry, gdy przykrywamy głowę zaczynają wystawać nogi.

Nie chodzi więc o to, aby gmina się zadłużała, lecz o odpowiedź na pytanie, czy brak długu jest efektem dobrej kondycji finansowej, czy raczej skutkiem wieloletniego odkładania inwestycji i wykorzystywania powstałych w ten sposób nadwyżek do zasypania dziury budżetowej.

Można odnieść wrażenie, że jedyną granicą pomiędzy „deficytem” a „długiem” jest pionowa czarna linia oddzielająca dwie rubryki w tabeli budżetowej. O tym, po której stronie tej linii znajdzie się problem finansowy gminy, decyduje wyłącznie źródło pieniędzy, którymi zasypiemy dziurę budżetową.

Wydaje się w związku z tym, że unikanie zadłużenia stało się celem samym w sobie.

Jak zawsze odpowiedzi na postawione pytania pozostawiamy Państwu. Sami oceńcie, co jest lepsze dla nas i dla miejsca, w którym żyjemy.

Pamiętajcie, że to „my jesteśmy gospodarzami tej ziemi” – wbrew powtarzanej tezie o „gospodarzu gminy”. To my wszyscy, niezależnie czy głosowaliśmy na pana Wójta, czy nie, powierzyliśmy jemu zarządzanie gminą. Nie ma żadnych „Tych”, czy „Tamtych”. Próba dzielenia na „my” i „wy” jest nieuprawniona bo wszyscy żyjemy w tej samej gminie i mimo różnego spojrzenia na wiele problemów jesteśmy sąsiadami, pijemy wodę z tego samego wodociągu, jeździmy tymi samymi drogami. W końcu też wszyscy razem płacimy wynagrodzenie panawójta, pensje pracowników urzędu oraz diety radnych. Więc mimowolnie tworzymy wspólnotę. To daje nam wszystkim pełne prawo oceniać sposób zarządzania gminą i rozliczać osoby sprawujące władzę z podejmowanych decyzji.