Chcieliśmy jeszcze na chwilę powrócić do korespondencji prowadzonej przez Pana Wójta Gminy Małdyty z Kołem Gospodyń Wiejskich „Super Babki” z Wielkiego  Dworu. Od razu mówimy, że nie chodzi nam o grillowanie tematu wyjazdu na konkurs. Na ten temat napisane zostało dużo choć zapewne nie wszystko.  Tym razem chcieliśmy Państwu zwrócić uwagę na pewien dokument, który powstał właśnie w ramach korespondencji z „Super Babkami”.  I właśnie tym dokumentem, a raczej jego treścią chcieliśmy się zająć, bo jest on nadzwyczaj rozbudowany i „krasomówczy”. Zawiera wiele rzadko spotykanych zwrotów w mowie potocznej, bardzo nietypowych dla pism urzędowych. W zamyśle twórcy lub osoby, która się pod nim podpisała zapewne miało to świadczyć o elokwencji. Nie to przykuło jednak naszą uwagę.

        W akapicie pierwszym możemy przeczytać, że Pan Wójt odpowiada po raz drugi na pismo „Super Babek” o dofinansowanie wyjazdu na finał konkursu o nagrodę Małżonki Prezydenta RP w Otrębusach i stwierdza, że to decyzja ostateczna co najprawdopodobniej ma spowodować, że KGW z Wielkiego Dworu ma już więcej do niego nie pisać w tej sprawie. Rozumiemy, że może to być irytujące, w kółko odpowiadać na tę samą  prośbę, ponieważ za każdym razem trzeba wskazać jakieś racjonalne przesłanki odmowy. W tym miejscu zaczyna się najciekawsze. Poniżej prezentujemy wycięty fragment z pisma, który nas zaciekawił. Tym razem nie jest to na pewno błąd pisarski, czy jakiekolwiek przejęzyczenie, ponieważ na tym stwierdzeniu oparte jest całe uzasadnienie decyzji Pana Wójta.

         Pierwszą rzeczą, która zwróciła naszą uwagę w tym fragmencie pisma jest stwierdzenie przez Pana Wójta, że musi zlikwidować zadłużenie gminy!!!!???? To po raz pierwszy kiedy Pan Wójt w oficjalnym piśmie stwierdza, że gmina jest zadłużona. To jest pismo datowane na 21 czerwca 2024r., jakby ktoś nie skojarzył, to w kwietniu 2024 roku odbyły się Wybory Samorządowe, a sloganem wyborczym Pana Wójta było hasło: „Zero zadłużenia. Sto procent skuteczności.” I co wy na to? Nas to bardzo zastanowiło bo w marcu i kwietniu Pan Wójt roznosił ulotki po domach mieszkańców gminy i mówił im, że gmina nie ma długu. Natomiast w czerwcu tego samego roku stwierdza, że podstawowym imperatywem i determinantą jego działania jest troska o finanse publiczne  w związku z  całkowitą likwidacją zadłużenia gminy. O tym, że w tym roku wiosną, to jest w 2025, ukazał się artykuł w Gazecie Morąskiej, który jednoznacznie informował, że tylko gmina Małdyty nie ma zadłużenia w całym powiecie ostródzkim, już z litości tylko napąkniemy. Bardzo mocno nas zastanawia jak naprawdę jest z tym długiem. Czy w końcu on jest, czy go nie ma? Jak już pisaliśmy w jednym z naszych tekstów uważamy, że dług jest tylko Pan wójt żongluje semantyką (Semantyką nazywamy naukę z działu językoznawstwa. Semantyka zajmuje się analizą znaczeń wyrazów i związków wyrazowych w języku.) i dzięki temu deficyt w postaci 5,3 miliona złotych nie stanowi długu, a jedynie jakiś tam deficyt w płatnościach bieżących. Natomiast za dług uważa zapewne jedynie pożyczki bankowe, których gmina nie ma więc według takiego nazewnictwa długu też nie ma, a deficyt nie będąc zadłużeniem bankowym jest jakimś tam stanem, który może i nie jest za dobry, ale nie stanowi zadłużenia gminy. Trochę to karkołomne bo jeżeli ktoś nie ma pieniędzy i nie płaci za prąd przez dwa miesiące to ma deficyt w rozliczeniach z „elektrownią”, czy ma dług do spłacenia w „elektrowni”? Tak, czy tak odnotowujemy z satysfakcją, że mieliśmy rację, że gmina jest zadłużona i  w końcu mamy dokument podpisany przez Pana Wójta, w którym sam to stwierdza.

     Nie bylibyśmy sobą gdybyśmy nie zwrócili uwagi na słownictwo zawarte w tym piśmie. Nie będziemy się oczywiście odnosić do wszystkich rzeczowników, przymiotników i innych części mowy oraz zdania, ale zaintrygowały nas dwa zakreślone na czerwono w powyższym wycinku. Rzadko się zdarza, aby ktoś naszpikował stronę tekstu tyloma „mądrymi”  zwrotami. O ile pamiętamy w jednym z komentarzy zarzucono nam, że jesteśmy najmądrzejsi i piszemy te swoje wydumane elaboraty. No i właśnie okazało się, że ten zarzut nie dotyczy tylko nas.

       Pierwsze to „determinanta”. Kojarzy się z determinacją, zdecydowaniem i taką jakąś konsekwencją w działaniu. Zgodnie z jedną z internetowych definicji to: „Determinanta czegoś (zwykle stanu lub procesu) to coś, co wpływa na to, określa to w zasadniczy sposób; słowo książkowe”. Zakładamy więc że zawarta w piśmie determinanta dotyczy procesu wyprowadzania gminy Małdyty z zadłużenia, którego przecież nie ma. No i znowu jest problem podstawowy. Czy potrzeba, aż determinanty, aby wyprowadzić jednostkę samorządu terytorialnego z nieistniejącego zadłużenia? Zapewne jest coś na rzeczy skoro do opisania tego procesu wyprowadzania gminy ze stanu, w którym się znalazła potrzeba, aż „determinanty”. Inną rzeczą jest skąd owy stan się wziął i kto go spowodował? W tej sprawie oczywiście istnieją domniemania, ale pozostawiamy Wam interpretację faktów.

        Nie ma wątpliwości, że sprawa zadłużenia jest lub musi być bardzo poważna skoro pada kolenie słowo czyli „imperatyw”. Wyjaśniamy znaczenie słowa, bo to ono determinuje dalszą część naszej analizy. Otóż : „Imperatyw to nakaz, zasada, reguła, która jest bezdyskusyjna. Imperatywowi trzeba się podporządkować. Imperatyw może być bezpośrednio wywiedziony z założeń teoretycznych. Imperatyw może być zasadą moralną, artystyczną lub ideową.”

        Jak można się domyślać autor tekstu bardzo poważnie traktuje temat zadłużenia gminy, którego podobno nie ma. Z definicji słowa, którą znaleźliśmy w Internecie wynika jasno, że osoba używająca tego sformułowania uważa sprawę długu za bezdyskusyjną, która wymusza jednocześnie na autorze lub osobie podpisującej dokument podporządkowanie się imperatywowi z pobudek moralnych lub ideowych. W sumie zrozumiałe jest, że walka z długiem gminy jest moralnie uzasadniona, a sama idea braku zadłużenia gminy jest bardzo bliska Panu Wójtowi. W końcu połowa hasła wyborczego nie bez powodu brzmiała „Zero długu….”.

          Chociaż jak można się przekonać po lekturze tego fragmentu tekstu zdania w temacie czy jest, czy nie ma długu są podzielone. Co najciekawsze owy podział występuje w zakresie poglądów jednej osoby co jeszcze bardziej przypomina jako żywo jeden z największych dylematów w literaturze czyli pochodzące od Szekspira pytanie z „Hamleta”: „Być, albo nie być?”. No dobra tutaj trochę chyba popłynęliśmy.

        Trochę jednak na poważnie. Czy to normalne, że jak trzeba to długu nie ma, a jak trzeba to jest. Trochę chyba coś nie tak, ale jak zawsze sami wyciągnijcie wnioski z tego co Wam przekazujemy. Nam się jednak wydaje, że słowo „imperatyw” bardziej pasuje do naszego narodowego hasła: „Bóg, honor, ojczyzna.” Do opisania likwidacji zadłużenia bardziej pasowałoby określenie „cel budżetowy”, ale co my tam wiemy. W końcu to nie my jesteśmy w stu procentach skuteczni w tym co robimy.

Na koniec jak zawsze drobne podsumowanie.

         Po pierwsze, sprawa najważniejsza, czyli zadłużenie gminy.  Zawsze powtarzaliśmy, że deficyt to zadłużenie i w tym dokumencie Pan Wójt przyznaje, że zadłużenie jest. Co prawda ze względu na zasadniczą treść dokumentu Pan Wójt poprzestaje na stwierdzeniu, że  musi dbać o środki publiczne więc będzie likwidował zadłużenie. Czy te zadłużenie stanowi deficyt, czy może jeszcze jakieś inne wierzytelności…….? W końcu ustalimy jak jest naprawdę, o czym na pewno Was poinformujemy. To tylko kwestia czasu.

         Po drugie to ten „imperatyw” jakoś dziwnie nam  brzmi i się kojarzy. Może trochę z imperatorem, a ten z imperium. To bardzo luźne skojarzenia oparte na brzmieniu słowa. Etymologia ( pochodzenie) słowa wskazuje, że imperatyw pochodzi od łacińskiego imperativus – „rozkazujący”. Natomiast Imperator (łacińskie 'rozkazodawca’ od imperium, od czasownika imperare-rozkazywać; rządzić’ i końcówki -tor oznaczającej sprawcę czynności) – jest to też tytuł, który w czasach republiki żołnierze przyznawali w Rzymie zwycięskim wodzom, którzy samodzielnie prowadzili i zwycięsko zakończyli wojnę, w której zabito minimum 5000 wrogów. Oczywiście przytaczamy te informacje za portalami intrnetowymi. Tak jakoś całkowicie przypadkiem nasunęło nam się takie luźne skojarzenie. Teraz już  poważnie. Zostawiamy jak zawsze Wam interpretację wszystkiego, bo każdy może mieć swoje spojrzenie na problem. Nam tylko przyszło do głowy tak „pół żartem, pół serio”, to oczywiście zaczerpnięte z tytułu dobrej, starej, amerykańskiej komedii z gwizdorską obsadą, że jaki  imperatyw, taki imperator. I niech wszyscy święci nas chronią od imperiów, gdyż ilekroć ingerowały one w życie  Polaków, to nigdy nie wychodziło to nam na zdrowie, ale to już temat na inną opowieść. Nawiązując do zakończeń różnych opowieści. Żyjmy długo i szczęśliwie w tej naszej kochanej gminie.