Uchwała intencyjna rady gminy cóż to takiego? Uchwała intencyjna rady gminy wyraża wolę organu stanowiącego co do podjęcia określonych działań w przyszłości (np. przystąpienia do sporządzenia planu miejscowego, zakupu nieruchomości), inicjując tym samym procedury formalne. Rolą takiej uchwały jest wszczęcie postępowania, uwiarygodnienie organu który to postępowanie prowadzi, a w końcowym efekcie wyznacza kierunek działania organu wykonawczego czyli wójta, burmistrza itd. Taka uchwała intencyjna jest krokiem wstępnym, po którym zazwyczaj następują właściwe uchwały o charakterze wiążącym. Co z tego wynika? Otóż nie jest taka niewinna jakby mogło się wydawać na pierwszy rzut oka.
Jak obiecaliśmy tak też robimy, czyli wracamy do XIV sesji Rady Gminy Małdyty i uchwały intencyjnej w sprawie zamieszkiwania na wsi. Przyznamy szczerze, że bardzo nas zdumiała taka uchwała ponieważ zawiera w sobie treści, które dosyć dziwnie próbują tłumaczyć pewne oczywistości. Po przeczytaniu całości uchwały nie wiedzieć czemu wybrzmiała w niej jakaś taka fałszywa nuta, która sprowokowała nas do analizy treści w niej zawartych. Gdy zaczęliśmy zadawać sobie pytania jak rozumieć poszczególne sformułowania dotarło do nas że ta uchwała tylko z pozoru jest o niczym a tak naprawdę chyba ma swój bardziej niż na pierwszy rzut oka mogło by się wydawać, cel. Poniżej opisujemy co może wynikać z tej na pozór intencyjnej uchwały.
Uchwała Rady Gminy Małdyty w sprawie „podnoszenia świadomości mieszkańców o specyfice zamieszkiwania na obszarach, na których prowadzona jest działalność rolnicza”, mimo deklarowanego charakteru intencyjnego, w swojej treści buduje narrację sugerującą, że samo zamieszkiwanie na wsi wiąże się z obowiązkiem tolerowania hałasu, odorów oraz innych uciążliwości, niezależnie od ich skali, ciągłości oraz momentu powstania. Choć sama uchwała mogłaby być odbierana jako neutralny dokument edukacyjny, w kontekście trwającego postępowania o wydanie decyzji środowiskowej dla wielkopogłowiowej fermy krów i biometanowni jej znaczenie ulega zasadniczej zmianie. W tym świetle dokument może być odczytywany nie tylko jako informacja o typowych uciążliwościach rolniczych, ale również jako argument uzasadniający lokalizację przedsięwzięć przemysłowych w obszarze wiejskim, co wymaga szczególnej ostrożności w interpretacji.
Taki przekaz zniekształca rzeczywistość prawną i pozostaje w sprzeczności z utrwalonym orzecznictwem sądów powszechnych i administracyjnych. W polskim porządku prawnym nie istnieje zasada, zgodnie z którą fakt zamieszkiwania na wsi oznacza automatyczną zgodę na uciążliwości przekraczające przeciętną miarę. Sądy jednoznacznie wskazują, że prawo do spokojnego korzystania z nieruchomości przysługuje każdemu, niezależnie od lokalizacji, zarówno wiejskiej, jak i miejskiej.
Art. 144 Kodeksu Cywilnego nie przewiduje żadnego „rolniczego immunitetu”, a dopuszczalność oddziaływań ocenia się na podstawie ich intensywności, ciągłości oraz rzeczywistego wpływu na sąsiednie nieruchomości, a nie deklarowanego charakteru działalności.
Orzecznictwo sądów konsekwentnie podkreśla również, że jeśli uciążliwa działalność powstaje po wybudowaniu lub nabyciu zabudowy mieszkaniowej, jej prowadzący ma obowiązek dostosować się do istniejących warunków zagospodarowania terenu, a nie odwrotnie. Sugestia, że mieszkaniec wsi musi tolerować nową, uciążliwą inwestycję wyłącznie dlatego, że „to wieś”, nie znajduje żadnego oparcia w prawie.
Tradycyjny rolniczy charakter wsi obejmuje działalność sezonową, rozproszoną, powiązaną z lokalnym areałem i ograniczoną w czasie. W odróżnieniu od tego, wielkopogłowiowe fermy krów, fermy przemysłowe, biometanownie oraz instalacje przetwarzania gnojowicy, kiszonki i odpadów poprodukcyjnych mają cechy działalności przemysłowej. Działają w sposób ciągły, generują stałe emisje zapachowe i hałasowe, wymagają intensywnej logistyki i transportu, a często są oderwane od lokalnej struktury agrarnej. Sądy, choć nie zawsze używają wprost pojęcia „przemysł”, posługują się tymi kryteriami, odmawiając traktowania takich przedsięwzięć jako zwykłego rolnictwa.
Biometanownia nie jest przejawem „rolniczego charakteru wsi”. Nie produkuje żywności, nie jest działalnością agrotechniczną i funkcjonuje jak zakład przemysłowy, przetwarzając substraty i odpady. Rolnictwo pojawia się tu wyłącznie jako źródło surowca, a nie istota działalności. Lokowanie takich instalacji na terenach wiejskich wynika przede wszystkim z dostępności gruntów, niższych kosztów lokalizacji oraz słabszych instrumentów planistycznych, a nie z naturalnej ewolucji wsi.
Choć uchwała ma charakter intencyjny i nie jest aktem prawa miejscowego, jej treść utrwala stereotyp, że wieś „musi śmierdzieć i być głośna”, przesuwa odpowiedzialność z inwestora na mieszkańców oraz sugeruje istnienie obowiązku tolerowania uciążliwości, którego prawo nie przewiduje. W orzecznictwie sądów takie podejście jest konsekwentnie odrzucane, a dopuszczalność inwestycji ocenia się wyłącznie na podstawie rzeczywistych oddziaływań, a nie deklarowanych intencji czy narracji o „rolniczym charakterze terenu”. W kontekście trwającego postępowania środowiskowego w Koszajnach uchwała nabiera zupełnie innego wymiaru – może być interpretowana jako element argumentacji w sprawie lokalizacji inwestycji o charakterze przemysłowym, co wymaga ostrożności i świadomości prawnej mieszkańców.
Na gruncie obowiązującego prawa i utrwalonego orzecznictwa należy jednoznacznie stwierdzić, że powstawanie wielkopogłowiowych ferm zwierząt oraz biometanowni nie wynika z rolniczego charakteru wsi, lecz z prób lokowania działalności o cechach przemysłowych na terenach wiejskich, przy jednoczesnym przerzucaniu kosztów środowiskowych i społecznych na mieszkańców. Uchwały intencyjne nie mogą zmieniać tej rzeczywistości ani tworzyć wrażenia, że zamieszkiwanie na wsi oznacza rezygnację z ochrony prawnej. W kontekście trwającego postępowania środowiskowego dokument powinien być interpretowany ostrożnie i nie powinien służyć jako argument uzasadniający lokalizację inwestycji przemysłowych w gminie.
Jak zawsze pozostawiamy Waszej ocenie, czy nasze wnioski z analizy i osadzenie jej w realiach naszej gminy mogą prowadzić do tego, co nam się nasunęło po jej przeczytaniu. To bardzo ciekawe, że do tej pory nie pojawiały się inne uchwały intencyjne, choć wielokrotnie od społeczności lokalnej słyszeliśmy opinie, że gmina powinna podjąć wręcz przeciwną uchwałę, która zabezpieczałaby mieszkańców przed takimi inwestycjami. Tak trochę ironicznie, nieodparcie nasuwa się też taki pomysł, aby rada gminy podjęła uchwałę intencyjną w sprawie tłumaczenia mieszkańcom, że jak jest zima, to jest zimno i ślisko na drogach, albo żeby dla dobra mieszkańców wszyscy pracownicy gminy, niezależnie od funkcji i stanowiska, podnosili kwalifikacje zawodowe i np. że gmina będzie partycypowała w kosztach kształcenia. Taka uchwała gwarantowałaby, że w ciągu, na przykład, dwóch lat w oczywisty sposób podniesie się jakość zarządzania gminą i świadczonych przez nią usług mieszkańcom. To takie nasze ogólne wnioski, które zapewne nigdy nie zostaną zrealizowane przez radę gminy w formie uchwał. No cóż… Reszta w Waszych głowach – co z tą wiedzą zrobicie, to już Wasza wola.

