Czy „Wieści Małdyckie” to jeszcze informacja, czy już prywatny album wójta?
Od jakiegoś czasu przyglądaliśmy się gminnemu periodykowi z pewnym absmakiem. Niby wszystko jest o gminie, o wydarzeniach i mieszkańcach. Niestety na większość informacji nakłada się wizerunek jednej osoby.
Mieszkaniec, biorąc do ręki oficjalne pismo wydawane przez Urząd Gminy Małdyty, powinien oczekiwać rzetelnej informacji o działalności samorządu, podejmowanych decyzjach, inwestycjach, finansach publicznych, pracy Rady Gminy czy ważnych wydarzeniach dotyczących lokalnej wspólnoty.
Tymczasem w wydaniu nr 2/2026 „Wieści Małdyckich” na ośmiu stronach naliczyliśmy 25 fotografii pana wójta oraz gratulacje za otrzymane absolutorium i wotum zaufania. To skłoniło nas do bliższego przyjrzenia się publikacji.
Trzy zdjęcia wójta na stronę
Sama liczba fotografii oczywiście nie przesądza o charakterze biuletynu. Problem pojawia się wtedy, gdy zestawimy ją z tematyką materiałów i sposobem przedstawiania wydarzeń.
Wójt pojawia się przy okazji wydarzeń sportowych, strażackich, kulturalnych, samorządowych i społecznych. Na stronach dotyczących Majówki, jubileuszu Zespołu Antonówki, Dnia Strażaka, Forum Sołtysów, Dnia Książki czy Festiwalu Kół Gospodyń Wiejskich jego wizerunek jest szczególnie eksponowany.
Przy Dniu Książki czytamy, że przedszkola otrzymały książki „od Wójta”. Tyle że książki zostały sfinansowane ze środków publicznych, a nie z prywatnego portfela pana wójta. Przy Festiwalu Kół Gospodyń Wiejskich wskazuje się natomiast zarówno honorowy patronat wójta, jak i fakt, że wydarzenie zostało zrealizowane dzięki dotacji Gminy Małdyty.
Powstaje więc pytanie: czy publiczne wydatki powinny być przedstawiane w sposób, który pozwala odbierać je jako osobisty gest konkretnego samorządowca?
Wójt jako bohater każdej historii
Samorząd nie jest jednoosobowym przedsięwzięciem wójta. Gmina to mieszkańcy, radni, pracownicy urzędu, jednostki organizacyjne, sołtysi, strażacy, kluby sportowe, koła gospodyń i organizacje społeczne.
Nie chodzi o to, że wójt nie może pojawiać się na zdjęciach. Jest reprezentantem organu wykonawczego i jego obecność na oficjalnych wydarzeniach jest naturalna. Problem zaczyna się wtedy, gdy informowanie o działalności gminy zostaje zastąpione systematycznym budowaniem osobistego wizerunku jej włodarza.
Wymowny jest sposób przedstawienia absolutorium i wotum zaufania. Zamiast rzeczowej informacji o wyniku głosowania, wykonaniu budżetu czy stanowisku komisji rewizyjnej otrzymujemy komunikat:
„Panie Wójcie – gratulujemy uzyskanego absolutorium i wotum zaufania. Życzymy powodzenia w realizacji kolejnych inwestycji…”
Powstaje oczywiste pytanie: kto właściwie gratuluje? Jeżeli jest to publikacja finansowana przez urząd i przygotowywana przez jego pracowników, trudno nie zauważyć szczególnego charakteru takiego komunikatu.
Wójt również ratuje życie?
Jeszcze bardziej charakterystyczna jest relacja z wydarzeń strażackich. W biuletynie opublikowano fotografię, na której wójt wykonuje na fantomie czynności związane z resuscytacją krążeniowo-oddechową, podczas gdy w tle znajdują się umundurowani strażacy.
Oczywiście nie kwestionujemy prawa wójta do udziału w takim wydarzeniu. Można jednak zadać pytanie: dlaczego właśnie takie ujęcie uznano za warte publikacji w oficjalnym biuletynie gminy?
Na zdjęciu pierwszoplanową postacią nie jest strażak prowadzący zajęcia ani grupa uczestników szkolenia, lecz wójt wykonujący czynności ratownicze. Dla odbiorcy powstaje więc określony przekaz wizualny. Wójt nie jest już tylko gospodarzem obecnym na wydarzeniu. Staje się jednym z jego głównych bohaterów.
Jedno zdjęcie można uznać za przypadek. Jedno gratulacyjne zdanie można potraktować jako niezręczność. Ale kiedy podobny sposób przedstawiania pojawia się przy wydarzeniach sportowych, kulturalnych, strażackich i społecznych, zaczyna tworzyć się określony obraz gminy.
Kto kontroluje przekaz?
Jeszcze ważniejsze są informacje uzyskane w ramach dostępu do informacji publicznej. Z oficjalnej odpowiedzi wójta wynika, że materiały do biuletynu przygotowuje referent ds. promocji, turystyki i zdrowia, a wójt osobiście je akceptuje.
Otrzymujemy więc model, w którym urząd finansuje publikację, pracownicy urzędu ją przygotowują, a osoba szczególnie eksponowana w biuletynie zatwierdza materiały przed publikacją.
Nie oznacza to automatycznie, że każdy materiał jest nierzetelny. Tworzy jednak sytuację, która musi rodzić pytania o sposób kształtowania przekazu i granicę między informowaniem mieszkańców a promocją osoby sprawującej władzę.
Publiczne pieniądze
Wydanie nr 2/2026 nie powstało za prywatne pieniądze. Koszt samego druku wyniósł 1 019,67 zł brutto, a nakład to 500 egzemplarzy. Faktura została sfinansowana z budżetu Gminy Małdyty, z działu 750, rozdziału 75075, paragrafu 4300, czyli środków przeznaczonych na promocję jednostek samorządu terytorialnego.
Do tego dochodzi praca pracowników urzędu przy przygotowaniu materiałów, składzie i dystrybucji.
Art. 44 ust. 3 ustawy o finansach publicznych wymaga, aby wydatki publiczne były dokonywane w sposób celowy i oszczędny, z zachowaniem zasady uzyskiwania najlepszych efektów z danych nakładów. Dlatego zasadne jest pytanie, czy tak silne eksponowanie wizerunku wójta jest rzeczywiście elementem promocji gminy.
I tutaj warto powiedzieć rzecz ważną. Nie chodzi wyłącznie o to, czy mówimy o tysiącu złotych, czy o stu tysiącach. Około 1000 zł kosztuje druk analizowanego numeru „Wieści Małdyckich”. Około 100 000 zł, jak wynika z omawianej przez nas wcześniej sprawy, dotyczy wydatków związanych z dietami radnych.
Skala tych kwot jest oczywiście zupełnie inna, ale zasada pozostaje ta sama: pieniądze publiczne muszą mieć cel, uzasadnienie i być wydawane zgodnie z obowiązującymi regułami.
Nie można więc powiedzieć: „to tylko tysiąc złotych”. Z drugiej strony większa kwota również nie zwalnia z obowiązku pytania o podstawę i cel wydatku. Sposób gospodarowania publicznymi pieniędzmi ocenia się nie tylko przez pryzmat ich wysokości, ale również celu, zasadności i efektu.
Jak powiedziała kiedyś „Żelazna Dama”, Margaret Thatcher:
„Nie ma czegoś takiego jak pieniądze publiczne.” W uproszczeniu chodziło o prostą zasadę: pieniądze, którymi dysponuje państwo czy samorząd, nie są pieniędzmi władzy. Są pieniędzmi obywateli.
I właśnie dlatego w przypadku „Wieści Małdyckich” pytanie brzmi nie tylko: ile kosztuje druk? Pytanie brzmi przede wszystkim: na co mieszkańcy wydają te pieniądze i jaki jest tego publiczny efekt?
A co z „Wieściami Małdyckimi” jako czasopismem?
Pojawia się również wątek prawny. Zgodnie z art. 7 ust. 2 pkt 1 Prawa prasowego prasą są m.in. publikacje periodyczne ukazujące się pod stałym tytułem lub nazwą, z numerem bieżącym i datą. „Wieści Małdyckie” ukazują się cyklicznie i posiadają numer ISSN 2543-7194.
Art. 20 ust. 1 Prawa prasowego nakłada obowiązek rejestracji dziennika lub czasopisma w sądzie okręgowym właściwym dla siedziby wydawcy przed rozpoczęciem działalności wydawniczej.
Zapytaliśmy właściwy sąd. Z pisma Prezesa Sądu Okręgowego w Elblągu z 7 sierpnia 2026 r., sygn. OA.0123.59.2026, wynika, że tytuł „Biuletyn Informacyjny „Wieści Małdyckie”” nie został zarejestrowany w rejestrze dzienników i czasopism.
Nie przesądzamy, czy w tym przypadku doszło do naruszenia prawa. To kwestia do oceny przez właściwe organy. Skoro jednak istnieje różnica w ocenie charakteru tej publikacji, powinna zostać jednoznacznie wyjaśniona.
Informacja czy promocja?
„Wieści Małdyckie” powinny istnieć. Mieszkańcy mają prawo otrzymywać informacje o swojej gminie. Ale powinny to być informacje o pracy Rady Gminy, uchwałach, budżecie, inwestycjach, konsultacjach, problemach i decyzjach samorządu.
Nie oczekujemy, że biuletyn będzie gazetą opozycyjną. Nie oczekujemy również, że wójt zostanie z niego usunięty. Oczekujemy czegoś znacznie prostszego — proporcji i rozdzielenia interesu wspólnoty od osobistego wizerunku osoby sprawującej władzę.
Gmina to nie wójt. Wójt jest organem wykonawczym gminy i pełni swoją funkcję za wynagrodzeniem finansowanym ze środków publicznych. Książki, festyny, inwestycje i działania gminnych jednostek również finansowane są z pieniędzy wspólnoty.
Dlatego problem „Wieści Małdyckich” nie sprowadza się do 25 zdjęć w jednym ośmiostronicowym numerze. Te 25 zdjęć jest symbolem szerszego zjawiska.
Jeżeli wójt jest jednocześnie głównym bohaterem publikacji, osobą fotografowaną i opisywaną, a następnie osobiście akceptuje materiały, podczas gdy biuletyn finansowany jest z budżetu gminy i przygotowywany przez pracowników urzędu, trudno uznać, że mamy do czynienia wyłącznie z neutralnym przekazywaniem informacji.
Wójt nie jest właścicielem gminy, a publiczne pieniądze nie są jego pieniędzmi.
Urząd istniał przed obecnym wójtem i będzie istniał po zakończeniu jego kadencji. Tak samo pieniądze, za które drukowane są „Wieści Małdyckie”, nie należą do osoby sprawującej urząd. Są pieniędzmi mieszkańców.
Dlatego biuletyn finansowany z budżetu powinien budować przede wszystkim wiedzę mieszkańców o ich wspólnocie, a nie rozpoznawalność jej włodarza. Powinien pokazywać pracę ludzi, instytucji i organizacji, decyzje rady, problemy gminy, wydatki, inwestycje i rzeczywiste efekty działań samorządu.
Bo promocja gminy może oczywiście pokazywać jej gospodarza. Ale jeżeli gospodarz zaczyna przesłaniać gospodarstwo, warto zatrzymać się i zadać pytanie, dla kogo właściwie powstaje taki biuletyn.
Czy mieszkańcy dzięki „Wieściom Małdyckim” wiedzą więcej o swojej gminie — czy po prostu częściej widzą jej wójta?
A skoro za ten przekaz płacą mieszkańcy, to mają prawo oczekiwać na odpowiedź na to pytanie.
Jak zawsze Państwu pozostawiamy ocenę opisanej sytuacji.
My skwitujemy to krótko:
„Koń, jaki jest, każdy widzi.”






