Kronika jednej (nie)przejezdnej ulicy.

Od jakiegoś czasu, na wniosek mieszkańców zajmujemy się przejezdnością ulicy Przemysłowej w Małdytach. Problem przejezdności istnieje w tym miejscu od zawsze i zależy czy samochody są zaparkowane po jednej czy po dwóch stronach ulicy i od ich wielkość. Niestety ostatnimi czasy problem eskalował pod wpływem sporu sąsiedzkiego, który był swego rodzaju katalizatorem. Tak to się w życiu dzieje, że jak ludzie ze sobą żyją w zgodzie to mają więcej tolerancji i przymykają oko na sytuacje, które obiektywnie nie powinny mieć miejsca, a w czasie sporu, niczym z przepełnionego naczynia, problemy zaczynają się wylewać na zewnątrz. Tak też się stało w tym przypadku. Nie powinno więc dziwić, że właśnie teraz problem wybuchł ze zdwojoną mocą, o czym przeczytacie Państwo poniżej. Choć spór sąsiedzki w dokumentach gminy stał się motywem przewodnim, nie on jest clou problemu. Tak naprawdę jest nim możliwość przejazdu ulicą Przemysłową, na co skarżą się mieszkańcy. Niestety kolejny raz musimy się zajmować czym innym niż planowaliśmy. Zajęliśmy się problemem z organizacją ruchu drogowego na ulicy Przemysłowej, a musimy prowadzić dyskusję z urzędnikiem samorządowym i jego sposobem interpretowania faktów.

„Administracyjna inżynieria kwantowa”.

 Dzięki korespondencji z panem kierownikiem Mikołajem Łosiewiczem dowiedzieliśmy się, że na ul. Przemysłowej rzeczy mogą jednocześnie istnieć i nie istnieć – zależnie od tego, jak głęboko urzędnik zanurzy się w swojej „analizie intelektualnej”. To trochę przypomina eksperyment myślowy znany pod nazwą „ Kot Schrodingera”. W wielkim skrócie mówi on o tym, że dopóki nie otworzymy pudełka z kotem w środku, to nie wiemy czy kot żyje, czy nie żyje. Interpretuje się taką sytuację jako moment, w którym kot jest jednocześnie martwy i żywy. W fizyce kwantowej jest to dowód, że coś może jednocześnie mieć dwa skrajne stany, może istnieć i nie istnieć jednocześnie. Z taką sytuacją mamy do czynienia w przypadku  analizy przeprowadzonej przez Kierownika Łosiewicza, dotyczącej czy na ulicy Przemysłowej jest problem czy go nie ma. W tym miejscu fragment pisma pana kierownika.

„Za szczególnie niezrozumiałe należy uznać twierdzenie, że skoro z przeprowadzonej analizy nie sporządzono odrębnego protokołu, notatki lub innego dokumentu, to analiza ta nie została wykonana albo miała charakter wyłącznie powierzchowny. Brak sporządzania odrębnego dokumentu z dokonanej analizy nie oznacza braku przeprowadzenia analizy. Twierdzenie przeciwne jest wyłącznie formalistyczną interpretacją, niemającą oparcia w rzeczywistym sposobie wykonywania czynności związanych z oceną sprawy.”

Jak widać fizyka kwantowa w pełnej krasie. Mimo, że analiza nie istnieje i nie można dowieść jej istnienia, bo dokumentu takiego nie ma. Według pana Kierownika stwierdzenie takie jest nadmiernie formalistyczną interpretacją faktów. Cóż…. z taką logiką  trudno podjąć jakąkolwiek dyskusję.

Innym dowodem na to, że problemu nie ma jest spór sąsiedzki. Pan Kierownik Łosiewicz mówi, że problemy się objawiły tylko dlatego, że powstał spór sąsiedzki. Jak już pisaliśmy wcześniej, istnienie sporu nie jest dowodem na to, że problemu nie ma. Gdyby pan Kierownik posłużył się empiryką, czyli jak pisał Mickiewicz, „szkiełkiem i okiem” w Romantyczności, a nie „czuciem i wiarą” to może mielibyśmy sprawę dawno wyjaśnioną. Niestety pan kierownik Łosiewicz nie chce zajrzeć do pudełka z kotem, zadowala się powierzchowną analizą problemu wierząc, że to spór sąsiedzki i tyle. Gdyby pan kierownik dokonał sam lub zlecił komuś analizę,  to mógłby się dowiedzieć, czy problem z przejezdnością na ul Przemysłowej jest, czy nie.

Używając medycznej analogii, gdyby urzędniczą logikę pana Kierownika Łosiewicza zastosować w medycynie, lekarz nie musiałby zlecać badań, robić prześwietleń, ani nawet badać pacjenta. Wystarczyłoby, że popatrzy na niego zza biurka i postawiłby diagnozę: „Przeanalizowałem Pana zdrowie. Choroba wynika ze sporu z sąsiedzkiego”. Pytanie o brak wpisu w karcie pacjenta o przeprowadzonych badaniach, to nadmierny formalizm.

Brzmi komicznie? Niestety, tu nie ma miejsca na żarty. To oficjalne stanowisko Gminy Małdyty w sprawie bezpieczeństwa ruchu drogowego przy ulicy Przemysłowej. Choć pod dokumentem podpisał się pan kierownik Mikołaj Łosiewicz, to uczynił to na mocy pieczątki z dopiskiem „Z upoważnienia Wójta”. Oznacza to, że interpretacja przepisów KPA nie jest prywatnym zdaniem kierownika. Niestety pan Wójt Gminy Małdyty dając taką pieczątkę kierownikowi, wziął pełną prawną i moralną odpowiedzialność za ten urzędniczy absurd.

 

W tym miejscu kalendarium sprawy aby osadzić ją w czasie i przestrzeni oraz wskazać bohaterów tej tragifarsy. (Gdyby ktoś nie wiedział to jest to gatunek dramatu w którym widz śmieje się przez łzy z absurdalnych zachowań bohaterów, choć sytuacja w której się znaleźli jest w gruncie rzeczy przerażająca i smutna.)

Data

Dokument

Kluczowe wniesienie do sprawy

26.05.2026

Pismo z Policji (wspomniane w późniejszej korespondencji)

Komenda Powiatowa Policji w Ostródzie informuje mieszkańców o skierowaniu do Urzędu Gminy wystąpienia w sprawie rozważenia ustawienia znaku B-36 (zakaz zatrzymywania się).

23.06.2026

Pierwotny wniosek: Stowarzyszenie Ruch Społeczny „Mieszkańcy Gminy Małdyty”

Formalne wystąpienie o poprawę bezpieczeństwa. Mieszkańcy wskazują na utrudnienia w przejeździe służb ratunkowych, śmieciarek oraz autobusu szkolnego dowożącego dzieci do pobliskiego przedszkola.

23.06.2026

Wniosek o udostępnienie informacji publicznej

Próba ustalenia, jakie konkretne działania podjęła Gmina po sygnale z Policji oraz czy istnieją jakiekolwiek protokoły z wizji lokalnych.

26.06.2026

Pismo z Posterunku Policji w Małdytach (do Gminy)

Policja oficjalnie potwierdza, że choć nie stwierdzono wykroczeń (auta stały w przepisowej odległości), to ze względu na zagrożenie dla wjeżdżających na skrzyżowanie, prosi o rozważenie ustawienia znaku B-36.

06.07.2026

Odpowiedź Gminy na Wniosek 1 (GKMiR.7223.02.2026)

Gmina odmawia zmiany oznakowania. Twierdzi, że analiza nie wykazała zagrożeń, a cała sprawa to efekt „istniejącego sporu pomiędzy mieszkańcami”.

06.07.2026

Odpowiedź na wniosek o informację publiczną (SU.1431.64.2026)

Kluczowy dokument dla argumentacji mieszkańców: Gmina przyznaje, że nie sporządzono żadnych notatek, protokołów ani analiz dotyczących problemu parkowania na ul. Przemysłowej.

15.07.2026

Wezwanie do rewizji decyzji (Wniosek 2) Stowarzyszenie Ruch Społeczny „Mieszkańcy Gminy Małdyty”

Mieszkańcy zarzucają Gminie „rażące sprzeczności” – skoro nie ma dokumentacji (protokołów), to rzekoma analiza była fikcyjna. Punktują ignorowanie rekomendacji Policji i sprowadzanie problemu bezpieczeństwa do „kłótni sąsiedzkiej”.

27.07.2026

Ostateczna odpowiedź Gminy

Gmina podtrzymuje stanowisko. Urząd twierdzi, że brak protokołu nie oznacza braku analizy, a żądania mieszkańców nazywa „nadmiernie formalistyczną interpretacją”.

31.07.2026

Wniosek o interwencję do Starosty Ostródzkiego Stowarzyszenie Ruch Społeczny „Mieszkańcy Gminy Małdyty”

Dokument przygotowany jako skarga nadzorcza. Zarzuca Wójtowi naruszenie zasad KPA (prawdy obiektywnej i budowania zaufania) oraz lekceważenie bezpieczeństwa publicznego.

 

Policjanci nie stwierdzili, więc problemu nie ma.

Pan kierownik Łosiewicz w swoim piśmie do nas rozprawia się z pismem od Policji dotyczącym sprawy. Policjanci informują co stwierdzili w trakcie czynności.

„Jednocześnie nadmieniam, iż policjanci z Posterunku Policji w Małdytach, również z patrolem Ruchu Drogowego KPP w Ostródzie dokonali weryfikacji przedmiotowego miejsca. W trakcie kontroli ustalono, że na ulicy Przemysłowej w Małdytach, nie ma znaku drogowego B-36 „zakaz zatrzymywania się” informującego o zakazie zatrzymywania się pojazdów w tym miejscu oraz nie ujawniono pojazdów niewłaściwie zaparkowanych, gdyż były one zaparkowane w dozwolonej odległości od skrzyżowania. Jednak mając powyższe na uwadze proszę o rozważenie możliwości ustawienia znaku drogowego B-36 „zakaz zatrzymywania się” na ul. Przemysłowej w Małdytach w rejonie budynku nr 9.”

Jak widać sugestia Policji o możliwości ustawienia znaku zakazu parkowania w rejonie budynku nr 9 jest potraktowana jako kurtuazyjna sugestia Policji, którą można zignorować. Gdyby policjanci napisali, w kategorycznym tonie, że w związku z wypadkiem lub niemożliwością dojazdu karetki „czy coś w tym stylu”, a nie to co innego. Pan Kierownik oczywiście by reagował. A tak to mamy na spokojny wyważony ton pisma od Policji równie „wyważoną i spokojną” reakcję. Tu oczywiście wycinek z pisma kierownika Łosiewicza.

”Nie można również mówić o wybiórczym traktowaniu stanowiska Policji. W wyniku przeprowadzonej kontroli nie stwierdzono nieprawidłowo zaparkowanych pojazdów ani wykroczeń związanych z parkowaniem w obrębie skrzyżowania. Policja nie wskazała również na stwierdzone zagrożenie bezpieczeństwa ruchu drogowego, lecz jedynie, w związku z otrzymanym zgłoszeniem, wskazała możliwość rozważenia wprowadzenia zakazu zatrzymywania się. Rozważenie określonego rozwiązania nie jest równoznaczne z jego rekomendowaniem ani z potwierdzeniem występowania obiektywnie stwierdzonego problemu uzasadniającego zmianę organizacji ruchu.”

Jak widać, pan Kierownik dosyć swobodnie interpretuje tekst pisma od Policji. Można odnieść wrażenie, że Policjanci napisali do gminy list w luźniej formie, w którym wspominają o sprawie wyłącznie z grzeczności. Problem w tym, że jako urzędnik administracji samorządowej jest bezwzględnie związany przepisami prawa i procedurą administracyjną. Podjęte przez Niego działanie nie może opierać się na subiektywnych przekonaniach, a tym bardziej nie powinien wdawać się w erystyczne spory z mieszkańcami, którzy bądź co bądź są jego pracodawcami bo to jest samorząd. No ale może jesteśmy zbytnimi formalistami. W tym miejscu oczywiście kolejny wycinek będący konkluzją całego pisma.

„W odpowiedzi na wezwanie do rewizji dotychczasowych ustaleń i podjętych czynności dotyczących organizacji ruchu na ul. Przemysłowej w Małdytach, uzasadniane rzekomymi „rażącymi sprzecznościami”, należy wskazać, że przedstawiona argumentacja opiera się na wybiórczej i nadmiernie formalistycznej interpretacji przekazanych informacji oraz dokumentów, a także na oderwaniu oceny sprawy od jej rzeczywistego kontekstu.”

Kilka słów komentarza do tego wycinka pisma podpisanego i sporządzonego przez pana kierownika Mikołaja Łosiewicza.  Te rzekome sprzeczności to fakt, że nie istnieje dokument potwierdzający analizę oraz to, że brak dokumentu nie wyklucza istnienia analizy. Specjalnie piszemy „istnienia”, a nie przeprowadzenia, bo w KPA brak dokumentu mówi, że czynność nie została przeprowadzona bo jest nieweryfikowalna. To ta „rzekoma”, zdaniem Pana Kierownika, sprzeczność, wskazana przez nas. Tutaj chyba najbardziej kuriozalne sformułowanie jakie można usłyszeć od urzędnika samorządowego. „Nadmiernie formalistyczna interpretacja”,  jest sformułowaniem w ustach urzędnika, tak abstrakcyjnym jak tytuł piosenki – „Bielszy odcień bieli.” Według Kierownika oczekiwanie istnienia dokumentu świadczącego o przeprowadzeniu analizy jest oznaką „nadmiernego formalizmu”.  To nic że wynika to z zasady pisemności (art. 14 KPA) oraz zasady oficjalności i dokumentowania czynności (art. 67 KPA). Dla Pana Łosiewicza żądanie twardego dowodu na wykonanie pracy przez urząd to czepianie się szczegółów.

Idąc tym tokiem myślenia:” wymaganie aktu własności nieruchomości to „zbędna biurokracja” (przecież wszyscy wiedzą, że pan Kowalski mieszka tu od zawsze!)”.

Pan Kierownik wprost przyznaje, że zasady państwa prawa traktuje opcjonalnie. Jeśli przepisy KPA wymagają od niego udokumentowania analizy, a on tego nie zrobił, to błędem nie jest brak dokumentu, lecz… dociekliwość obywatela, który śmiał zajrzeć w procedury.

 KPA dla urzędnika jest jak Biblia i nie można powiedzieć o stosowaniu zawartych w nim zapisów jako nadmiernie formalistycznym podejściu. KPA mówi, że urzędnik  powinien ze swoich analiz sporządzić dokument pisany i podpisany, po to aby można  było go zweryfikować w ramach kontroli. KPA nakłada na organ bezwzględny obowiązek ustalenia prawdy materialnej (art. 7 KPA). Prawda materialna wynika z obiektywnych dowodów. Żeby czynność urzędowa w ogóle istniała w porządku prawnym, musi spełniać zasadę pisemności (art. 14 KPA) oraz zostać udokumentowana (notatką, protokołem, raportem z podpisem i datą). W prawie administracyjnym zasada jest prosta: czego nie ma w aktach sprawy, to nie istnieje.

W tym przypadku mamy do czynienia z takim właśnie pisaniem, że brak dokumentu nie dowodzi braku analizy. Byłoby to śmieszne gdyby nie było tragiczne, ale o tym pisaliśmy wyżej.

Na koniec konkluzji pisma, argument niepodważalny. Wyrwanie z rzeczywistego kontekstu, czyli jak by to ładnie powiedzieć abstrahowanie przez nas, od tego że u zarania problemu legł konflikt sąsiedzki, co czyni problem nieważnym. Sprowadzając ten sposób rozumowania do absurdu, można byłoby powiedzieć:

 „Bo to się ludzie pokłócili i teraz ten cały „Ruch” będzie wypisywał te swoje wydumane elaboraty i tworzył problem tam gdzie go nie ma”.

Gdyby nawet przyjąć na chwilę, że nasze argumenty są jak to się mówi kolokwialnie „od czapy”, a my robimy to tylko po to żeby zaistnieć, to i tak nie zwalnia to pana Kierownika od działania. Kolejny raz wracamy do Biblii urzędnika czyli KPA. Mówi on wyraźnie, że urzędnik powinien każdą sprawę traktować tak samo profesjonalnie i posługiwać się właściwymi procedurami, niezależnie czy wnioskodawca jest erudytą czy pisze „jak potłuczony”. Rolą urzędnika jest dowiedzieć się w czym problem. Zgodnie z zasadami KPA ustalić fakty i na ich podstawie sformułować rzeczową i łatwą do zrozumienia odpowiedź urzędu, a nie komentować intencje i deprecjonować wnioskodawcę używając protekcjonalnego języka o erystyce wspomnimy już tylko na marginesie.

W związku z pismem  GKMiR.7223.02.2026, o którym jest ten tekst i rodzącymi się po jego przeczytaniu wątpliwościami postanowiliśmy wystąpić z pismem do Starosty  jako organu nadzorczego w sprawach ruchu drogowego o wszczęcie postępowania wyjaśniającego, którego celem jest przeprowadzenie analizy czy „analiza” Pana kierownika Łosiewicza jest właściwa i wnioski z niej płynące są prawidłowe. Ciekawi nas jak tę procedurę wykona Pan Starosta bo skoro dokument nie istnieje to jak sprawdzić co z niego wynika i dlaczego, ale może to tylko nadmierny formalizm z naszej strony. Jesteśmy bardzo ciekawi co z tego wszystkiego wyniknie. Jednego możecie być pewni, że wykorzystamy ścieżkę odwoławczą do samego końca, co w cale nie znaczy, że  uda nam się coś wywalczyć, bo absurdy to nie jest wyłącznie domena miejscowego samorządu.

Jak zawsze ocenę pozostawiamy Państwu. Niezależnie czy uda nam się coś wskórać, czy tak jak Don Kichot z la Manchy, walczymy z wiatrakami, będziemy to robili „Bezapelacyjnie, do samego końca, mojego albo Jej”, jak mawiał Franc Maurer w „Psach” Pasikowskiego,

I tym miłym akcentem kończymy, a Wy czytajcie i wyciągajcie wnioski. W końcu to Wy chodzicie na wybory i wybieracie czy ma być normalnie czy tak jak jest.

P.S.

Jednak coś nam się udało zrobić w sprawie przejezdności ulicy Przemysłowej. Najwyraźniej informacje o naszych pismach i kontrolach policji dotarły do mieszkańców ulicy, którzy parkowali na niej swoje samochody w sposób, który można by nazwać trochę dowolny. Ostatnio przejazd ulicą Przemysłową stał się bezproblemowy. Pytanie czy jak sprawa, jak to się mówi kolokwialnie, przyschnie samochody nie wrócą na swoje miejsce. Będziemy mimo to drążyć temat bo takie rzeczy powinny być rozwiązywane systemowo, a nie dobrą wolą.